2 lata temu stanęłam przed wyborem szkoły, która przygotuje mnie do wykonywania zawodu behawiorysty i trenera psów. Nie było to tak bardzo dawno temu, więc są mi bliskie dylematy osób, które zastanawiają się, komu zaufać. Dodam, że początkowo chciałam być przede wszystkim behawiorystą i sprawiać, że psy staną się szczęśliwsze i lepiej zrozumiane. Jednak im dalej w las, tym bardziej doceniam siłę dobrego szkolenia psa i jego wpływ na powyższe. Zacznijmy jednak od początku… Masz kawę? Będzie długo! 🙂

Od razu zaznaczam, że wszystko, co opiszę jest subiektywną opinią. Zapewne każda osoba z moich grup przedstawiłaby kursy inaczej. Przyszliśmy do szkół z różnym doświadczeniem, różnymi psami i predyspozycjami. Nie traktuj więc proszę mojej wypowiedzi jak wyrocznię. Będę starała opierać się na faktach, a mniej na emocjach 😉

KYNOPSYCHOLOGIA – podyplomowe studia rozwoju kompetencji trenera psów – to był mój pierwszy wybór. Kliknij w nazwę i przeniesiesz się do pełnego opisu. Zdecydowałam się na SWPS w Sopocie, ponieważ na tej uczelni ukończyłam 1,5 roczne studia podyplomowe COACHING Z ELEMENTAMI PSYCHOLOGII. Spodziewałam się więc świetnej kadry, spójnego programu i świetnego fundamentu do pracy. Niestety, nie wybrałam najlepiej. Oto moje wnioski:

✔ Po pierwsze, już po zapisaniu się do szkoły, odeszła moja sunia Lima. Rozpoczęłam więc naukę jeżdżąc kilkadziesiąt kilometrów, by „pożyczyć” psiaki do pracy. Było to ogromne utrudnienie, bo na co dzień nie miałam możliwości ćwiczyć. Dopiero w drugim semestrze pojawiła się Chanel – owczarek staroniemiecki, która była jednak 4-miesięcznym szczeniorem, a mój dom był jej 3 domem. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jakie to będzie wyzwanie. Jednak o tym napiszę innym razem.

✔ Oczywiście wiem, że Twoja sytuacja na pewno jest inna. Chcę jednak zaznaczyć, że wiele ułatwia praca z własnym psem, którego znasz, jest dla Ciebie przewidywalny i macie ogarnięte choć podstawy posłuszeństwa. Ja nie miałam.

✔ Po drugie, sam kierunek ma tajemniczy opis, że jest „niepowtarzalną ofertą dla przyszłych i obecnych trenerów”. Szczerze? Jeśli nie jesteś trenerem – na pewno odczujesz pogardę wykładowców. Jeśli jesteś – postudiujesz sobie wiedzę o psach. Trochę tego, trochę tego, ale gdy po zajęciach zastanawiasz się, co właściwie wynosisz – nie będziesz potrafił opowiedzieć o tym w kilku zdaniach.

✔ Studia zahaczają o wiele różnych obszarów – psychologię zwierząt (nie tylko psów), weterynarię, dogoterapię, ślady zapachowe, szkolenie psów asystujących, komunikację i wiele, wiele, naprawdę wiele innych! Sprawia to, że poznajesz różne specjalizacje, co może być pomocne przy planowaniu dalszej ścieżki rozwoju. Jednak po ukończeniu kierunku nie zdobywasz tak naprawdę specjalizacji żadnej. 

Tym, co mnie zaskoczyło, był brak spójności w praktyce wykładowców. Do tego stopnia, że podczas kolejnych zajęć dostawałeś oprdl za robienie tego, czego nauczył Cię poprzedni szkoleniowiec. Być może jest to plus, ponieważ poznajesz różne metody pracy. Dla początkującego trenera jest to jednak ogromne utrudnienie. U mnie wywołało to zamrożenie i strach przed robieniem czegokolwiek, bo na bank zrobię źle. Dużo czasu zajęło mi przejście tej blokady.

✔ Postawa wykładowców prowadzących zajęcia praktyczne (oczywiście, nie wszystkich!), zwłaszcza jak na prywatną, wyższą uczelnię o świetnej renomie, była niewiarygodna. Nie wiem jak Ty, ale ja jestem osobą o bardzo wysokiej wrażliwości, a w teście Gallupa moim talentem nr 1 jest empatia. Arogancja i irytacja prowadzących była dla mnie nie do zaakceptowania. Nie tylko wobec ludzi, lecz również wobec psów. Były stosowane metody przemocowe, takie jak uderzanie pięścią, rzucanie butelką, uderzanie łańcuchem. Uspokajam od razu, że wykładowca, który to robił, już nie jest częścią kadry, dlatego nie chcę podawać nazwiska. Jednak fakt, że taka osoba w ogóle została dopuszczona do nauczania jest NIEDOPUSZCZALNY.

✔ Podczas zajęć praktycznych psy przebywały obok siebie, z czym nie spotkałam się później na żadnym innym kursie, czy warsztacie. Napięcie i emocje zwierząt sięgały zenitu. Dotyczy to nie tylko otwartego placu zewnętrznego, lecz również sali wykładowej. Małe pomieszczenie, 10 psów i początkujący trenerzy. Do tego wykładowca wywracający oczami i mówiący „że to będzie ciężki dzień”. To mógł być dobry dzień, wystarczyło inaczej zorganizować zajęcia. Każda taka sytuacja miała pokazać, jak bardzo niekompetentna jest grupa. Dzisiaj śmiało mogę stwierdzić, że nie była to niekompetencja grupy, lecz nauczyciela.

Ogromnym plusem studiów było poznanie świetnych ludzi. Z wieloma osobami do dzisiaj utrzymuję kontakt. Spotkałam się z ogromnym wsparciem, akceptacją i życzliwością. Przyglądanie się, gdy inni ćwiczyli ze swoimi psami, było bardzo wartościowym doświadczeniem. Poznałam też rasy psów, prawie nie spotykane na co dzień, np. tosa inu, czy wilczak.

Udział w studiach kynopsychologia na moment sparaliżował mnie w rozwoju i sprawił, że poczułam się jak największy amator świata. Ponieważ bardzo chciałam pracować z psami, nie poddałam się. Zaczęłam na własną rękę szukać wiedzy i systematyzować to, czego się dowiedziałam. I tutaj rozpoczęła się lwia praca, którą wykonałam w stosunkowo krótkim czasie. Przede wszystkim skupiłam się na pracy z własnym psem, a później z innymi. Było to:

  • czytanie książek, słuchanie webinarów i obserwowanie pracy innych trenerów,
  • udział z Chanel w kursie psiego przedszkola i kursie posłuszeństwa,
  • indywidualne konsultacje z doświadczonymi trenerami,
  • udział w warsztatach ratownictwa wodnego (i wielkie zaskoczenie – to jednak można dzielić się wiedzą w życzliwej atmosferze),
  • a później dalsza edukacja, ale o tym w kolejnym wpisie.

Obecnie, im dłużej jestem praktykującym trenerem, tym bardziej widzę, jak fatalnym wyborem były studia na SWPS. Może gdyby moja kolejność w wyborze szkoleń była inna, miałabym inny odbiór szkoły. Jednak jako osoba, która przez 10 lat była szkoleniowcem, potrafię merytorycznie ocenić jakość kursu. I kiedy po czasie dowiaduję się, że jeden z wykładowców sądzi, że może max. 3 osobom z 20 osobowej grupy mógłby dać dyplom, to mam jeden wniosek – jeśli osoba wprowadzająca Cię w tajniki zawodu nie wierzy, że możesz go wykonywać – to znaczy, że nigdy nie powinna być nauczycielem.

Ten artykuł podzieliłam na 2 części. Jeśli jesteś ciekawy, jak dalej potoczyły się moje trenerskie losy, przeczytaj DRUGĄ CZĘŚĆ WPISU.

Jeżeli moja opinia była dla Ciebie pomocna lub miło spędziłeś czas czytając POSTAW MI KAWĘ! 🙂 Dziękuję i będę ją popijać pisząc kolejny artykuł!

1 Comment

Comments are closed.